13 mar 2017

Turkusowa chusta i.. znowu kwiatki :)

Chuste sobie przez cala zime dziubalam na drutach, znajdujac co i rusz nowe resztki w moim ulubionym turkusowym kolorze. W zakamarkach szaf ukryla sie wieksze i mniejsze moteczki, czesc przedziona przeze mnie, czesc kupowana na pchlich targach.
Udziubalam wszystko do ostatniego metra i jestem cala szczesliwa, ze mi te turkusy "zeszly" :)
Chusta jest duza, miesista, wlochata i ciepla!
Zdjecie robione dzisiaj, obok zonkile, ktore moze jutro sie otworza :)

Moja kepa zoltych krokusow rozkwitala, robila sie coraz wieksza, postawilam obok nowe krokusiki, ktore lada chwila pojda do gleby, oraz nowy nabytek - szachownice. Ladne sa, kiedys, kiedys byly u nas w ogrodku (jeszcze w Polsce). Moze jak je wsadze do ziemi to mi sie rozmnoza???
Fajnie byloby!
Zdjecie zrobilam 3. marca:

A 10. marca ta sama kepa wygladala tak:
Juz zapomnialam, ze fioletowe wychodza tydzien pozniej :)

Odkrylam jeszcze ukryte pod rododendronem delikatne przebisniegi:

A teraz pytanie do ogrodniczek:
kupilam takie skrzynki z podwojnym dnem i nie wiem, czy mam to pierwsze dno (czarne) wylozyc wloknina w calosci, czy robic dziurki na te "cycki", czy wcale nie wykladac?
Ale wtedy ziemia przez szczeliny zleci czesciowo na dol do wody...
No i??????????? Ktos ma??? Ktos wie???




9 mar 2017

Psie perypetie

Zalapalam gdzies grypke - noc nieprzespana, kicham, smarkam, rzenrze.
Wyslalam Najglowniejszego do apteki z lista zakupow, i do spozywczaka po zywe witaminki dla mnie, i do budy z kurczakami i golonkami, zeby sobie obiad kupil :)))
Ja "rozkladam sie" w lozku pod pierzyna!
Rze, albowiem, nie mam co robic, to czytam blogi i komentuje :)
Gackowa opisala wlasnie perypetie z nieusluchanym pieseczkiem, to mi sie moje niedawne doswiadczenia zobrazowaly:

Pare dni temu mialam na skladzie trzy psy naszych przyjaciol. O te wlasnie:


"Tylko" pare godzin. Na dworze deszcz padal, najwiekszy pies (samojed, bialy) zaparl sie, ze bedzie lezal na trawniku, malutki czarny, puszysty szpic zrobil ze mna zabawe pod tytulem "wejsc-wyjsc", a mala czarna pchla znalazla gdzies w ogrodzie zdechle jajeczko i sie uperfumowala!
Wyjscie bylo jedno - zamknelam wszystkie drzwi w domu i psy mogly wejsc tylko na taras i do jadalni. I tak z nimi siedzialam te pare godzin, robiac na drutach i otwierajac, zamykajac drzwi!
Z wielka satysfakcja oddalam im te trzy psy wieczorkiem, smierdzace i brudne wszystkie, i cieszylam sie jak glupia, ze nie moje!

A oni jak to oni nic sie nie przejmujac, zabrali to barachlo i zapakowali w domu do wanny!
Sie ma psy, sie ma....???

3 mar 2017

Bylismy dzisiaj w sadzie...

No nie, nie jako oskarzeni, ani nie jako swiadkowie, ani nie ze skarga - musielismy sie o cos spytac :)
Ale emocje byly: najpierw torebka do przeswietlenia - cos w niej jest! no tak, scyzoryk, damski, maly, ale niebezpieczny :(
Potem ja przez bramke - piszczy! Co jest? Aha, moje sztuczne kolana! Paszport na kolana jest? Nie ma... Pan popatrzyl na mnie, podumal, uwierzyl, moge przejsc...
Najglowniejszy przez bramke - piszczy! W sztuczne biodro pan uwierzyl, ale w metalowy kregoslup juz nie bardzo, paszport kregoslupa i biodra jest? Nie ma... obmacal, ok, mozna przejsc...
Popatrzyl na nas - co wy tacy cali metalowi? Na nastepny raz prosze zalatwic paszporty, bo nie wpuszcze!!!!
Dobra,dobra.... zobaczymy.... moze bedzie inny pan na bramce i przepusci???

Zalatwilismy w 5 minut nasza sprawe, chcemy wyjsc, a tu znowu klody pod nogami!
Wyjscie przez taka okragla sluze, taka waska, ze baaardzo gruba baba by nie weszla!, zamykana automatycznymi drzwiami z obu stron, no ja cie, ja mam klaustrofobie, ja nie wejde!!
Mowie Najglowniejszemu, ze on pierwszy, ale on szarmancko mowi: najpierw kobieta :)
O NIE! Za skarby swiata!
Musze najpierw zobaczyc, czy ta klatka jego wypusci....
nacisnal przycisk... drzwiczki sie otworzyly... wszedl...  czeka... drugie drzwiczki sie same otworzyly... wyszedl!
No dobra, teraz ja :) Udalo sie:))))

Ale atrakcje!  :)

24 lut 2017

Kolorowo w ogrodku :)

Orkan Tomcio w nocy przelecial, rozsypal nam caly wor plastikow (smieci) po ogrodku!
Ja rano popatrzylam przez okno, odwrocilam sie na piecie i udalam, ze nie widzialam :)
Jak popatrzylam za dwie godziny, to bylo posprzatane!!! Krasnoludki???? :)

A potem zaswiecilo slonce! Ale jak! Zaraz do reki aparacik i oto efekty:

trzy kepy zonkili wyjrzaly na trawniku:
lawenda i rozmaryn jasnieja w sloncu:
krokusiki zolte:
na tarasie, kupione przed tygodniem za pare centow krokusy duze:

No i hit sezonu, brzoskwinia, ktora ma setki paczkow kwiatowych! Jesienia obcielam ja duzo krocej, planowalam wiosna sciac i wykopac, bo nie kwitla i nie miala owocow.
Cala zime planowalam, ze w tym miejscu zrobie warzywniak i..... posula mi wszystkie plany :)))) 
No dobra, niech jeszcze pozyje, zobaczymy jak sie to skonczy :)
Obok rosnie jeszcze morela, tez pelna pakow, tez miala isc pod topor :)))) Zdjecia mi wyszly nieostre, wiec nie wstawilam.

Weszlam na chwile do domu, cos zaczelo szumiec, ogladam sie - a to grad wali z nieba na moje kwiatki!!!
No to tez obfocilam :)

Jak w przyslowiu: W LUTYM jak w garncu :)
albo LUTY plecien wciaz przeplata......

:)))))))))))))))))))

22 lut 2017

Jeden dzien z zycia niewolnicy

Tak sobie podsumuje moj jeden przykladowy dzien, zeby zobaczyc dlaczego nie mam czasu na posprzatanie chalupy :)
(Zestawienia sie przydaja, na przyklad zestawienie wydatkow - wiem ile w miesiacu wydaje na slodycze.... hmmmmm... chyba specjalnie nie spisuje teraz zakupow :) )

D L U G I E  i niespecjalnie ciekawe dla postronnych.


Zaczne od porannej pobudki: 8.00 BUDZIK!!! Wrrrrrrrr....
Mam pol godziny na spokojne wypicie pierwszej kawy i dojscie do ladu z moimi artretycznymi stawami. Musze je troche rozruszac, zeby moc wstac z lozka.
8.00 - zsuwam sie jak zombi z lozka i zastanawiam sie, ktora noge najpierw postawic na podlodze... lewa ok, prawa ok, wstaje podpierajac sie ramionami.. ojojojoj!!! barki jeszcze nie odpoczely, bola jak sto choler!
No dobra, ale wstalam, to juz pozytyw :)
Czlap, czlap, do kuchni, czajnik, woda, kubki, KAWA!!!
Z powrotem pod pierzynke, oczy nadal do polowy zamkniete, w telewizji jakies beznadziejne wiadomosci, nie probuje sluchac, za wczesnie :(
8.30 - nie ma zmiluj sie, musze wstac, wpuscic do domu pielegniarke, ktora rano zajmuje sie Pania D.
Jakas dzisiaj niegramotna przyszla, daj reczniki, daj myjki, czym co posmarowac, w co ubrac - po pol godzinie Pani D. umyta, ubrana, posadzona na wozku. Najgorsze zrobione, na szczescie nie moimi rekami :) , ale w mojej asyscie.
9.00 - trzeba sie wziac za sniadanie, kazdemu wg. checi, wzglednie potrzeb. Pani D. dostaje owsianke z przecierem jablkowym i jogurtem owocowym. Miseczka 300 ml, karmie pomalu lyzeczka. Bardzo dobrze, prawie cale weszlo, sweterek do prania :(
Jeszcze napoic - kubeczek z dziubkiem, lyczek - przerwa, lyczek - przerwa.... 150 ml weszlo (1/8 dziennego minimum).
O k....a!! juz 10.00, trzeba z Najglowniejszym zjesc sniadanie. Owsianka, a jakze, z jogurtem i owocami, ma sie ten charakterek! :) Jeszcze jedna kawka dzisiaj, jak w piosence, musze wylozyc nogi na poziomo i obejrzec wiadomosci.
10.30 - do roboty! U Pani D. trzeba zebrac pampersy z nocy, wrzucic do prania czesc poscieli, podklady, myjki, reczniki, podkoszulki. Niestety sweterek welniany do prania recznego.
Oblekam nowa, pachnaca posciel,  zbieram ze sznurkow pranie z wczoraj. Nie chce mi sie skladac - rzucam w kat, zrobie to pozniej :(
Ja jeszcze w pizamie! Blyskawiczny prysznic, dres, gotowa!
11.00 - Pani D. dostaje drugie sniadanie - ciasteczko Kinder cos tam, rozgniecione widelcem, podawane lyzeczka i nastepne 150 ml herbaty. Ciezko wchodzi, pomimo, ze ciastko z kremem w postaci papki... no wreszcie sie udalo!
11.20 - panika w glowie! Co zrobic na obiad? Kazdy je co innego - Pani D. zupke jarzynowa z kurczakiem, Najglowniejszy cos miesnego, ja najchetniej jakies placki albo nalesniki.
Analiza pustej lodowki - bryndza... na zakupy nie mam czasu, najpozniej o 12.30 Pani D. musi dostac obiad. Zamrozona noga kurczaka do gara, dwie mini marchewki, dwa ziemniaki, ziola, sol, zupa sie gotuje.
W zamrazarce znajduje zapomniane pol kury do pieczenia, ok, juz byla przyprawiona, wio do pieca!
Zupa sie ugotowala, wykladam jarzyny na jeden talerz, kurczaka na drugi, jarzyny stygna, kurczaka musze obrac, Parzy!!!! No, jakos obralam, wrzucam wszystko do blendera, gotowe, wyrobilam sie!
12.30 - Pani D. dostaje zupke puree, herbate, pomalu lyzka za lyzka... herbata juz nieco nerwowo, ale udalo sie :)  z ostatnim lykiem dzwoni do drzwi pilegniarka.
Wyjmuje (wyciaga, wywleka, podnosi) Pania D. z wozka i przenosi na lozko. Jeszcze tylko zmiana pampersa i polowka dnia z glowy.
13.00 - jemy spokojnie obiad :)
Rozgladam sie po domu: tu balagan, tu trzeba odkurzyc, tam poukladac... nie mam sily, musze chwile zlegnac :)
Juz prawie w lozku, juz wital sie z gaska :) nosz...... pranie trzeba powiesic!
... juz prawie w lozku, juz.... nosz.... chyba zmyje te pare garow w kuchni, bo mi urosnie....
juz prawie.... nosz.... Najglowniejszy wypilby ze mna kawe, poki nie odplyne!
Dobra, pijemy (ciasteczko, czekoladka, a jakze), patrze na zegar: 14.00!
Mam dwie godziny, zeby sie przespac, fajnie :) No nie!!! A zakupy??? Jak nie zaopatrze lodowki, to pojdziemy skubac trawke w ogrodku :)
No to w auto i spacerek po sklepie - sama przyjemnosc, specjalne jade sama, zeby w spokoju pozastanawiac sie co kupic, tzn, jakich ciasteczek jeszcze nie probowalam :)
A czas leci!!!!!! Wracam, a na znienawidzonym zegarze juz 16.00, no nie!!!
O 16.30 moja zmiana przy Pani D. - zmiana pampersa, mycie, wyrzucanie smieci, no i podwieczorek. Banan ugnieciony widelcem plus maly budyn i kubeczek herbaty. Lyzeczka, pomalu, pomalu.....
17.00 - padam na pysk, rzut na lozko, audiobook do ucha i drzemie. Jedno oko zamkniete, drugie zerka na bezlitosny zegar... nie moge zasnac, bo wiem, ze o 19.00 musze podac kolacje (a najpierw ja przygotowac :)
18.30 - wstaje nadal zmeczona, szykuje biszkopty z musem jablkowym, no i herbata - karmie, podaje herbate - to piaty kubeczek dzisiaj, razem nawet nie bylo litra, nie daje rady wiecej podac, nie ma kiedy!
19.30 - przychodzi pielegniarka - pampers, mycie, przebieranie.
20.00 - gasze lampe, Pani D. powinna zasnac... powinna.... ale nie chce.... nie moze...?
Ja jeszcze sie walesam po domu, nic mi sie juz nie chce, w glowie mam tylko jeda mysl: SPAC!
21.00 - Pani D. nadal nie spi, sprawdzam: pampers do wymiany, mycie :(
21.30 - juz moge spac! Ale jakos nie moge :( Znowu audiobook do ucha, usypiam...
2.00 - Budzik dzwoni! Polprzytomna wstaje, zmieniam pampersa, znowu myje, przewracam na drugi bok, wracam do lozka.... nie moge zasnac.... nie moge zasnac.... audiobook juz nie pomaga... wstaje, robie sobie kawe z mlekiem... leze... leze... patrze na budzik: 3.30... zasypiam....
8.00 - BUDZIK!!!!  wrrrrrrrrrrrrrr   itd., itd., itd.

Podliczylam - spie ok. szesc godzin na dobe, niestety nie jednym ciagiem.
W jaki sposob udaje mi sie jezdzic co tydzien na dwie godziny choru, co dwa tygodnie na dwie godziny przedzenia, na kawe z przyjaciolmi, do lekarza, do miasta do "innych" sklepow??????????
Czasem urwe jeszcze godzinke na szycie lub dziubanie na drutach... Czas jest z gumy????????
Nie mam niestety czasu na sprzatanie, a za chwile jeszcze ogrodek................

18 lut 2017

Krotko - wiosna, a wiec grill!

U mnie wiosennie, wiec jak mi sie goscie na tydzien zagniezdzili, to odpalilismy grila!
Czyli nadszedl tez czas na ogrodowe porzadki :)

17 lut 2017

"Obce" na moim blogu

Ostatnio czesto patrze na licznik mojego bloga, a potem na statystyki, albowiem, poniewaz:
nagle skacze mi ogladalnosc o niebotyczna liczbe!
I co moje oczy widza:
Oooooooooooooooooooooo...... ponad pincet ludzikow obejrzalo sobie moja stronke! 500!!!!!!!
No taka ciekawa to ta stronka nie jest....
Ki diabel?

Pacze dalej:


tu nagle wczoraj znow Himalaje na wykresie...

No i co dalej:


Nie pisalam nic od paru dni, a tu mi jakies Ruskie statystyke podwyzszaja!

No i kto mi powie co to jest? I po co?
Blada jestem w tym temacie....

1 lut 2017

Zwariowalo, oszalalo moje serce :)

Spojrzalam, wpadlam w zachwyt, zakochalam sie, kupilam!
STORCZYKI!
Zawsze chcialam je miec, ale jakos nie potrafilam dla nich w domu miejsca znalezc.
Jak je zobaczylam w wielkiej masie w nowootwartym markecie budowlanym i zobaczylam cene, to zaszalalam i kupilam 5 sztuk, kazdy inny :)
Dwa usadowilam na waskim parapecie u Pani D., a trzy upchnelam miedzy kliwiami na parapecie w naszej sypialni.
Oto one:



Mmmmmmm...... slicznoty moje :)

Dopisuje pare informacji, ktore wynalazlam w Wikipedii:
w systematyce roslin, orchidea nalezy
- do rzedu szparagowcow!
- do rodziny storczykowatych
- do rodziny storczykowatych nalezy rowniez wanilia!

Moje storczyki naleza do najpopularniejszej grupy: Phalaneopsis, ktore teoretycznie kwitna caly rok.
Podlewanie oszczedne - Phalaenopsis musi dobrze przeschnąć pomiędzy kolejnymi podlewaniami.
Najlepiej podlewać rośliny przez zanurzenie: doniczkę wstawiamy do naczynia z wodą i pozostawiamy tam tak długo, aż całe podłoże zostanie nawodnione.
Storczyki podlewamy wodą o temperaturze pokojowej.
W okresie wzrostu storczyki wymagają nawożenia. Jedną z metod zasilania jest nawożenie dolistne (spryskiwanie roślin płynnym nawozem). Szczególną uwagę należy zwrócić na egzemplarze mniejsze, tworzące pąki lub już kwitnące.
Wg Wikipedii nawożenie stosujemy co 3–4 tygodnie. Niektórzy hodowcy zasilają rośliny podczas każdego podlewania, stosując 3–4-krotnie mniejsze stężenie nawozu niż zalecane przez producenta preparatu. Nie jest istotne, jakiej firmy nawóz kupimy, ważny jest jego skład. Późną wiosną i latem należy stosować nawozy o wysokiej zawartości azotu. Obserwacja roślin pozwala stwierdzić, czy roślina cierpi na niedobór tego pierwiastka i dostosować dawkę. Ciemnozielone liście wskazują, że roślina jest właściwie zasilana, zbyt jasne liście ze śladami zażółceń mogą wskazywać na zbyt niskie nawożenie, natomiast poczerniałe końcówki liści są wskaźnikiem przenawożenia. Należy pamiętać, że podobne zmiany w kolorze liści mogą być wynikiem innych problemów. Lepiej dostarczyć roślinie zbyt małej ilości minerałów niż przenawozić ją.
*******
Pomiedzy storczykami na parapecie stoi tez kwitnacy na bialo Amarylis.
Nazwę rodzajową tej rośliny wziął Karol Linneusz od imienia kobiety, nazwa gatunkowa (belladonna) oznacza piękną kobietę.
W języku polskim ma nazwę amarylis nadobny lub amarylis piękny.
Cebulke tego egzemplarza kupilam w listopadzie i zakwitl dokladnie na moje imieniny - najpierw kwitla pierwsza korona (w grudniu), teraz (w lutym) konczy kwitnac druga korona.

Z cebulkami przekwitnietego amarylisa mam zwasze problemy, ale to temat na inna notke :)

28 sty 2017

Ciekawosc - pierwszy stopien do...

... braku czasu :)
Od zawsze czytywalam sobie rozne blogi, a to o paczworkach, a to o drutowaniu, na tych blogach byly linki do ulubionych, wiec czytalam tez te inne, zaciekawiona albo tytulem, albo nazwa bloga.
Z czasem kilka z tych blogow zachcialo mi sie czytac czesciej, wiec je do mnie sciagnelam i mialam zawsze swiezy dostep...
Pomalutku, pocichutku, zebralo mi sie tych odwiedzanych przeze mnie blogow 98!!!
Armagedon! Co dzien kilkanascie blogow  ma nowy temat, codziennie siedze wieczorem i czytym, czytam, czytam....
Nie chce mi sie jesc (co jest pozytywnym efektem), nie mam czasu spac, chcialabym komentowac, no ale kiedy???
Tak sie konczy CIEKAWOSC!
A tu mieszkanie nieposprzatane, a to obiad nieugotowany, kwiatki schna niepodlane, az boje sie myslec co to bedzie wiosnom, co wygra: ciekawosc czy obowiazek?

A moze przyjda do mnie jakies krasnoludki i zrobia za mnie wszystko????? :)))))))))))))))))


18 sty 2017

Cos ze mna nie teges?

Bylismy dzisiaj z Najglowniejszym na codrugosrodowym spotkaniu naszej grupy przadek i przadkow. Bylo jak zwykle wesolo, pilismy w przerwie kawe i konsumowalismy ciasta, omawialismy przyszlomiesieczna wystawe, ktora szykujemy.
Norma po prostu.
Bylo trzech panow i szesc kobiet.

Wrocilismy po dwoch godzinach do domu, siedzimy przy kolacji i Najglowniejszy zaczyna komentowac ubior kolezanki, dokladnie opisal w co byla ubrana!
Ja nie potrafilam sobie przypomniec, czy miala na sobie spodnie, czy spodnice...
Jeszcze gorzej!!! Ja nie wiem wogole w co byly poubierane inne kolezanki!!!

Czy mam jakies ubytki w glowie, ze mnie to nie obchodzi???

Zauwazam detale: jedna miala piekny szalik, inna nowa fryzure, jeden z panow mial krotkie rekawy....

Dokladnie wiem za to o czym mowily, co drutowaly (czapka, rekawiczka). Mam w oczach eksponaty przyniesione na wystawe...

Co ze mna nie tak???

16 sty 2017

Rok 2016 byl rokiem budowy

W maju stanal w ogrodzie nowy pawilon, zbudowany czesciowo z kawalkow starego :)

Pierwszy pawilon, jeszcze z Polski w 2013 przywieziony, wytrzymal rok. W drugim roku poznym latem zachcialo mu sie pofruwac, wiec polamal wszystkie rurki (pewnie mu bylo za ciezko!) i lecial, lecial, az go zywoplot zatrzymal. Gdyby nie zywoplot, toby polecial dalej i dalej....
Drugi pawilon, tez skladany z rurek i plandek, stanal na wiosne 2014. Kupiony za psie pieniadze, ale porzadny, rurki (a wlasciwie rury) mial grube, stalowe. Ale pokrycie rownie g....ane, fruwalo i darlo sie na wietrze, szkielet sie chybotal, psioczylismy na projektantow, ale coz, kupiony, musimy cierpiec. Pawilon nr. dwa wytrzymal do wiosny 2016.
Najglowniejszy Budowniczy sie wsciekl!
Trzeci pawilon MUSI wytrzymac wiatr, sniegi, grad i co tam jeszcze, co najmniej przez 10 lat!

Dach zbudowalismy na nowo, rury z pawilonu Drugiego dostaly przyspawane katowniki, drewniane krokwie  i zostaly poskrecane srubami i pokryte plyta falista:

Grube rury zostaly zabetonowane w ziemi, dostaly stopki i wzmocnienia:
 Sciana lewa i prawa dostaly drewniane wzmocnienia z grubych stempli:

Sciana z oknami dostala wzmocienia ukosne i w tym stanie pawilon stoi i czeka na wiosne, aby dokonczyc mu boczki i ozdobki :) Juz mu wiatry, snieg i zima niegrozne!

Druga duza budowa 2016 (wrzesien-grudzien) byla BUDA - tak roboczo nazwalismy stolarnie, no i nazwa zostala.
Nasi znajomi tez juz ja tak nazywaja :)
Budowe Budy opisalam tu.
Jeszcze trzeba jakies regaly w niej zrobic i mozna troche badziewia z piwnicy powynosic! Cudnie :)

13 sty 2017

Mam i ja... zime :)

Podstepny niz Egon omijal nas boczkiem, poznym wieczorem szurnal wichrem i zalal deszczem, myslelismy, ze juz sobie dalej polecial.
A tu nad ranem budzi mnie jakas niepokojaca swiatlosc - Egon jednak i w nas sypnal sniegiem!
5.30 - budze Najglowniejszego Sniegozerce - "budz sie Zenek, snieg na dworze!"
Nie wierzy...
"wstan, bo ci przyloze!"
...wstal, spjrzal, brzydkim slowem rzucil, i poszedl...
...wrocil po godzinie, walnal sie w lozko i spal do 10.00!

U nas snieg jest wybrykiem, czasem poproszy i zaraz topnieje, wiec takie zwaly to dla nas armagedon!
Dla potomnych wstawiam dzisiejsze fotki ze sniegiem, bo juz topnieje:

Ja dla porzadku pomachalam miotla po tujach i rododendronach, bo snieg je do ziemi przygniatal, czyli tez popracowalam, nalezy mi sie kawa, juz!

9 sty 2017

Koncert

...przezylam, ze stopami bolacymi od stania, z kregoslupem bolacym od stania i z ramionami bolacymi od trzymania teczki z nutami (tak, tak, nuty waza!)

Na poczatku male potkniecie - wzmacniacz ustawiony za glosno zawyl jak wilki w lesie!
Potem juz poooooszlo!

Wyspiewalysmy (z przerwami) trzynascie piesni i koled.
W przerwach spiewala solistka, grala tez na harfie, a grupa mieszana, czterech panow i pani, dela w trabopodobne instrumenty.

Utwory rozne,  w tym nasz ulubiony:
Veni Domine - Felix Mendelssohn-Bartholdy

To nie jest nasze wykonanie, tu spiewa chor z Estonii "Girls Choir Ellerhein", naszego nie udalo mi sie nagrac, moze uda mi sie nastepnym razem, to wstawie, zeby porownac :)


Koledy spiewala z nami publicznosc - kosciol byl pelen, tak z 200 osob! (nasza wies liczy sobie 6000 mieszkancow!)

Dzisiaj przelezalam prawie caly dzien lizac (lirzonc)  rany :)

6 sty 2017

dzisiaj Trzech Kroli...

... a ja nie wiem, czy dostarczyciele zarelka (czyt. suprmarkety) sa otwarte, czy nie?
Przyjdzie nam z glodu zemrzec... Bo jak nie wiem, to z domu nie wyjde, zeby sobie nieprzyjemnosci nie narobic pod zamknietym... a nie chce mi sie dzwonic do lepiej poinformowanych, no bo nie!
Ano kartofle mam i smietane do pobryzgania takoz :)
Moze do jutra przezyjemy....

Minus dwa stopnie i slonce swieci, a ja sie w pierzyne zagrzebalam i regeneruje sie po wczorajszej probie choru - TRZY godziny! stania i spiewania, albo siedzenia gdzie popadnie i czekania, az sie orkiestra zgra, albo solistka ogarnie przeboje!
Wrocilam cala obolala i troszke zmarznieta, i do dzisiaj wszystkie kosci czuje (to chyba dobrze, ze jeszcze czuje?)

A tu dla ubarwienia fotka choru, jesienia robiona. Duzo nas! :)

5 sty 2017

Ubraniowe rozterki

Juz w te niedziele chor wystepuje z koncertem noworocznym, wielkie wydarzenie w naszej wiejskiej spolecznosci!
Stroje maja byc czarne, cale czarne, bez kropek, paskow i ciapkow,  i buty tez!!!
Przykazane sto razy przez przewodniczaca.

Czarny t-shirt i jeansy po prostu wsadzilam do pralki i pofarbowalam, czarny sweterek z bolem serca kupilam za male pieniadze w L...u, ale buty?!?!? No nie mam!!! I nie kupie, bo na moje nogi, to tak jak w totka milion wygrac, nie kupi sie i juz!
Zaden sklep w okolicy nie posiada czarnych butkow na moje stopki!
W mojej bucianej garderobie sa tylko gumowe "kloksy" i 8 par kolorowych adidasopodobnych.

Zastanawialam sie juz, ktore kolorowe butki pomalowac czarnym flamastrem (podeszwe tez!), nie bylam pewna, czy mi to wyjdzie i po prostu zal mi bylo schrzanic dobre butki :(
Nagle blysk pamieci w mozgu i.... gdzies w nierozpakowanych jeszcze od przeprowadzki (4 lata!!!) kartonach powinny byc krotkie czarne kozaczki. Macalam na oslep, az sie domacalam!
I mam, piekne, skorzane, czarne, nowki niechodzone, po co je w Polsce jeszcze kupilam, nie mam pojecia. Moja radosc - bezcenna :))))
Przymierzylam i wlazly, dwie godziny w nich wytrzymam :)

Nie lubie czarnych ubran, nie nosze, stad wynikly te problemy...

1 sty 2017

i juz * 2017 *

Fajny byl Sylwester :) Przyszli nasi przyjaciele, trzy psy plataly sie pod nogami, jedzonko tez czesciowo przyszlo, a ja reszte dorobilam.
Ale najwazniejsza byla swietna zabawa - podobnie jak w zeszlym roku gralismy w planszowki,
5 godzin! - Rumikub i Triomino.
O polnocy obejrzelismy fajerwerki na naszej ulicy, wypilismy szampana bezalkoholowego i.... koniec imprezy, do domow i do lozek :)

Pierwszy dzien nowego roku odsypialismy po kawalku, od czasu do czasu popijajac napoje niewyskokowe, ja podczytywalam blogi, i... juz 22.00!

8. stycznia nasz chor bedzie wystepowal w miejscowym kosciele z Koncertem Noworocznym. Mamy w tygodniu jeszcze cztery proby, mam nadzieje, ze sie nie zblaznimy :)
W koncercie wystapia tez: sopranistka Ester-Sophia Kantor z harfa i Teutoburger Brass-Quintett.
Repertuar: od baroku przez romantyzm do nowoczesnosci inspirowanej choralem gregorianskim, no i koledy, bo to czas koled.
Chorzystki z dyrygentem prezentuja plakat koncertu, i ku pamieci tekst z gazety, ktorym sie podpieralam piszac notke:
A chor bedzie sie tak prezentowal:
Prosze trzymac za nas kciuki!

30 gru 2016

Stary i Nowy

...rok.
Stary wlasnie mija, nie byl najgorszy, nie mam co narzekac. Troche mnie chorobska dolowaly, ale jakos sie na ostatnim wirazu pozbieralam.
Poniewaz zadnych planow rok temu nie wymyslalam, to jestem calkiem wyluzowana :)
Nowy przyjdzie i tez nic nie planuje!

Swieta mialam tak swietne, ze az uwierzyc nie moge!
Wigilia o 14.00 w stylu "niczym sie nie przejmujemy", we dwojke, na stole losos upieczony i frytki. Objedlismy sie tak, ze juz w tym dniu serwowana byla tylko kawa i herbata.
Pierwszy dzien swiat - powtorka z rozrywki - to samo, co w wigilie, bo polowa zostala.
Drugi dzien - spotkanie naszej grupy przadek i przadkow u szefa grupy, wiecej gadania i smiechu niz jedzenia. Kazdy cos przyniosl, wiec stol byl zastawiony, ale... wiekszosc dobr wrocila do domow.

Trzeci dzien - odpoczywanie po ciezkim nicnierobieniu :)

Czwarty dzien - wnuki przyjechaly po prezenty! :)
Dwie kule byly ciagle w innych rekach:
Ale i tak najwazniejszy byl dziadek i wspolne majsterkowanie w warsztacie!

Dzisiaj mialam sprzatac, ale jak zwykle checi sie rozmyly, no bo po co sprzatac, jak jutro przyjdzie do nas cala grupa, wbogacona o trzy psy, zeby razem sylwestrowac.
Szampan sie chlodzi, frytkownica z olejem czeka...

Co jeszcze? Jak to co? Zyczenia!

Bede banalna do bolu: zdrowia, szczescia, spelnienia marzen i przede wszystkim SPOKOJU!


24 gru 2016

Choinka i prezentki :)

Wigilijny dzien zaczelam baaardzo pracowicie - trzeba bylo kupic jakas rybke :)
Moje lenistwo oplacilo sie, rybki i mieso bylo przecenione o 30%!
Rzucilismy sie na duze platy lososia, kaczke, no i co nam jeszcze do wozka "samo" wpadlo :)
W domu rzutem na tasme ubralam choinke w bombki:

Zdjecia bez i z lampa, czyli bez- i nastrojowe :)

Iglasty stroik znalazl miejsce pod zegarem:
 Aniolek juz przyfrunal:
Gwiazda betlejemska zawitala na stole:
...w wersji mini, bo kwiatki u mnie nie przezywaja zbyt dlugo, szkoda stawiac...
dla porownania - samochodziki maja dlugosc ca. 5 cm!

Najglowniejszy Szofer dostal miniaturki swoich (nie wszystkich) samochodow, ktore ujezdzal:
Niestety moskwicza malego nie znalazlam :( i teraz straszy jako gigant

Wnuki przyjada po swietach - prezentki czekaja, miedzy innymi genialna lamiglowka: kula z labiryntem 3D. Proby przepuszczenia metalowej kuleczki przez zagmatwane zakrety doroslym sie nie udaly. Moze dzieci beda w tym lepsze?


No i to tyle, jezeli chodzi o swieta.



23 gru 2016

Swiatecznie

Moja choinka jeszcze nie ubrana, ale juz stoi. Jestem jak zwykle ze wszystkim spozniona, ale to nic! Jutro zawiesze bombki i lampki, bez pospiechu, bez stresu :)
Jutro kupie tez jakas rybe, zeby tradycji stalo sie zadosc i to wszystko!
Gosci nie mamy, nic nie musze, nie gotuje, nie pieke, staram sie odpoczac.
Jako ilustracja swiateczna wystepuje tegoroczna choinka mojej corki, na ktorej wisza ozdobki wykonane moimi recamy przed chyba 15 laty.
Fascynowaly mnie frywolitki, i udalo mi sie udziobac kilkanascie sztuk.
Haftowane plocienne figurki powstaly chyba dwa lata pozniej...

Wesolych, spokojnych, bezstresowych i smacznych Swiat!!!!







Podobne posty

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...