24.10.2016

Pan A i Pani D


Ten post zaczelam pisac juz bardzo dawno, ale tymczasowo odlozylam do przechowalni, dzisiaj go odkurzam i koncze :)

Od dwna zmagam sie z myslami, czy jest to temat na bloga (mojego oczywiscie), ale bez tego postu niektore moje wypowiedzi moga byc troche zagadkowe. Na przyklad jak napisze: "dzis chodze jak zombi, znowu nieprzespana noc, Pani D. chodzila cala noc po korytarzu...", to bez wyjasnienia nie wiadomo o co chodzi.
No wiec tak: sa rozne choroby, jedne lekkie, inne ciezkie, jedne da sie wyleczyc, innych nie, sa choroby z ktorymi da sie zyc, i sa takie ktore odbieraja nam czlowieczenstwo.
Taka choroba jest Alzheimer, podla, podstepna choroba, atakujaca cicho, pomalutku, podstepnie, ktora jak sie zacznie, to robi z czlowieka cialo bez duszy, cialo, ktore niby jest w porzadku, ale w rzeczywistosci to tylko powloka pusta w srodku. Ponure - prawda? Straszne...
Ja obserwuje to od lat, u moich rodzicow, najpierw Pan A. Teraz Pani D.
U Pana A. choroba najpierw pelzala, niezauwazona, rozwijala sie pomalutku i nagle stalo sie jasne, ze to TO!
Szok, niedowierzanie, sprzeciw, lekarze, badania i diagnoza: "nic sie nie da zrobic, nie ma na to lekarstwa, bedzie postepowac, prosze sie przygotowac na dlugotrwala, ciezka, wyczerpujaca opieke."
Najpierw odwraca sie od ciebie rodzina, takze ta najblizsza - na przyklad brat, ktory mieszka w innej dzielnicy tego samego miasta, ktory nagle "nie ma czasu". Rodzina troszke dalsza ogranicza kontakty, telefony, aby na koncu po prostu obrazic sie na ciebie, no bo w koncu "oni przeciez nie sa rodzina".
I zostajesz sam/sama........

Pana A. juz z nami nie ma.
Pani D. juz nie chodzi, nie wstaje, nie porusza sie, nie mowi. Proby rehabilitacji nic nie daja.
Pozostaje tylko pielegnacja i czekanie...

W ciagu czterech lat z czynnego, kontaktowego czlowieka zostala tylko oslonka w postaci ciala.

Spacery - skonczyly sie
Czytanie ksiazek - skonczylo sie
Praca w ogrodzie - skonczyla sie
Co pozostalo? Ogladanie kolorowych kartek, obracanie w rekach pluszowych misiow, trzymanie w ustach niemowlecego gryzaczka, smutno :(

Zeby w pokoju Pani D. bylo jeszcze bardziej kolorowo uszylam "fidget quilt", taki dywanik na stolik, ktory ma pobudzic ostatnie sensory dotyku.
Nie pobudza.........

Ale jest kolorowy :)

06.10.2016

Cwiczenie czyni mistrza!

Nastepne trzy kwadraty pikowalam juz z mniejszym napieciem miesni barkow, ale jeszcze musze cwiczyc rozluznienie w czasie szycia.
Ale jak sobie przypominam pierwsze wprawki, to nawet jezyk mi sztywnial! :)
Tu jest dziewiaty kwadrat, ktory ma calkiem przyjemne proste linie.
Patchwork musze starannie rolowac pod ramieniem maszyny, zeby mozna go bylo przesuwac w prawo-lewo-dol-gora.

Przekonalam sie, ze te "paluszki" latwiej jest pikowac najpierw dolne, potem gorne, bo sie je lepiej widzi.
Rekawiczki uzywam biale, bawelniane z delikatnymi kropeczkami gumy. Idealnie sie do tego nadaja. Nie wiem, gdzie je kupic, ale sa to rekawiczki ze sklepu Odziez ochronna, sluza do pracy przy delikatnym szkle.


02.10.2016

Wracam do szycia!

Nie wiem, czy mnie tak jesien odmienila, czy mi sie troszke samopoczucie wyprostowalo, ale dzis moge odtrabic zwyciestwo nad moim lenistwem: siadlam do maszyny do szycia!
Dlugo trwala przerwa, ciagle chcialam, ale nie moglam...
Dzisiaj wyciagnelam odlozony do pikowania patchwork w kratki
( TU i TU) o nim pisalam.
Teorie pikowania przerabialam od dawna, nawet proby robilam, ale jakos szyc nie moglam.
Dzis wzielam byka za rogi i oto, co mi wyszlo:
Przepikowalam szesc kwadratow (z 80!):
Zblizenie..... no i nie ma sie czym zachwycac, jak pijany na lodowisku...

Tyl jeszcze tragiczniejszy, na szczescie niebieska nitka na niebieskim tle malo sie rzuca w oczy:

Nie ma sie co martwic, w calej masie 80 kwadratow wszelkie bledy zgina, spodu nie pozwole ogladac i jakos tam bedzie :) Na zime powinnam skonczyc!

31.08.2016

O wycieczce rowerowej dopisek

Znalazlam jeszcze jedno zdjecie z naszego pedalowania - podczas jazdy wpadla mi w oczy taka budka telefoniczna:
Nic sie nie moze zmarnowac! Budka tez do recyklingu :)

Zmuszona do pedalowania :)

Mozna zamiennie uzyc: zachecona, zmobilizowana, zniewolona itd.

Moj chor zenski (MFC) jest wiecej niz zywotny, oprocz cotygodniowych dwugodzinnych prob, funduje mi ekstra zajecia. Na przyklad w sierpniu - wycieczka rowerowa, i do tego z partnerem (mezem, przyjacielem, kochankiem - wybierz stosowne).
Nie dasz rady wykpic sie brakiem sil, brakiem checi, jedynie brak roweru bylby odpowiednia wymowka, ale w zamian za rower musisz dojechac na poszczegolne punkty autem :)
Po prostu Silna Grupa Pod Wezwaniem! Kobiety gora!
W sobote pogoda byla jak zloto:

Spotkanie pod Straza Pozarna - na szczescie nie bylo alarmu, boby samochody nie mogly na akcje wyjechac!
Ze czterdziesci ludzia przybylo na rowerach:

Glownodowodzaca sprawdzila u kazdego:
-swiatla przednie i tylne
-dzwonek
-zestaw do latania detek
-pompke
-apteczke podreczna
-kask
Myslalam, ze to tak gwoli porzadku i przepisow, ale bylo to tylko zebranie punktow do przyznania pozniej medali dla wzorowych rowerzystow :)

No i pajechali! Sciezkami rowerowymi, sciezkami lesnymi, nad brzegiem rzeki, polami i lakami:

Pauzy tez byly, na przyklad zwiedzanie Kolumbarium St. Michael:

pauza nad rzeka - mozna bylo ewentualnie nogi pomoczyc:

Do konca dojechali wszyscy, ja na baaardzo zasluzonym ostatnim miejscu!
W nagrode za nasza wytrwalosc zostalismy ugoszczeni grilem z salatkami i napojami bezalkoholowymi i alkoholowymi takze.

Dyskusje i spiewy trwaly do polnocy:

Dluzej nie mozna bylo, bo nalezalo w nocy zebrac sily na niedzielny wystep choru na urodzinach naszej chorzystki (50 lat!)

26.08.2016

Idzie zima...

.... na zewnatrz PLUS 32 stopnie w cieniu! W domu plus 25 stopni i nie da sie zejsc nizej, nawet w nocy sciany domu oddaja wredne ciepelko! No ja juz nie moge!!!

A dlaczego idzie zima? Bo moj Najglowniejszy zapragnal dokupic oleju do ogrzewania - no bo trzeba gromadzic zapasy w razie czego (jakiego czego tfu! tfu! tfu!), bo cena wyjatkowo niska, bo zbiorniki w 2/3 puste (pesymista!) (dla mnie w 1/3 pelne, he, he, optymistka!).

A wszystko przez te hiszpanskie/wyzowe upaly.
Nic, nic, nic! sie nie da robic przy takich temperaturach, oczywiscie poza lezeniem z laptokiem i wiatraczkiem u nog :)
Ale Najglowniejszy Terrorysta Domowy zawsze jakies rozwiazanie problemu znajdzie - przeciez zeby kupic olej, to trzeba zrobic dojscie w piwnicy do tych potwornych olejowych baniakow, bo jak Pan Olejowy przywiezie olej, to najpierw musi je (baniaki) obejrzec - a co tam ma do ogladania, to ja juz nie rozumiem...
A w powyzszym pomieszczeniu piwnicznym jest wszystko oprocz dojscia. No i zmusil mnie biedna, zgrzana, zmeczona zyciem, do zejcia w te piekielne czeluscie, zeby mu pomagac!
W jednym mial racje - w piwnicy chlodno, jakby klimatyzacja chodzila :) robota byla malo przyjemna i duzo brudna, ale przynajmniej nie w upale. Przejscie z jednej strony zostalo zrobione, dzisiaj jeszcze popracujemy nad druga strona.
Przy okazji wywiezlismy pol samochodu rzeczy niekoniecznie potrzebnych na wysypisko smieciowe, co po kryjomu (to wysypisko) udokumentowalam. Po kryjomu, bo nie chcialam sie wdawac z panem obslugujacym w dyskusje czy moge, czy tez jest to obiekt wojskowy, a moze musze napisac podanie i uzasadnic po co ja to fotografuje - no to z zacisza szoferki pare raza pstryk i... mam:

Po lewej murek do przerzucania smieci


 na wprost szklo, swietlowki i reszta


jeszcze raz murek do wrzucania smieci od dupy strony


i wyjazd ze smietnika



Gwoli wyjasnienia, bo musze napisac dlaczego na wysypisku smieci nie ma smieci :)
Te betonowe scianki maja za soba przepasc kilkumetrowa, i smieci przerzuca sie po prostu przez murek. One sobie spadaja, a pod spodem kraza wielkie spychary i laduja toto na ciezarowki, ktore toto wywoza do spalarni. Oczywiscie kazdy rodzaj smieci wrzuca sie osobno - zielenizna, deski nie farbowane, meble farbowane, gruz, smieci nie sortowane, czyli cos co sie nie da zakwalifikowac.
Po prawej stoja kontenery na papier i tekture, na lodowki i telewizory, na baterie, na telefony, na komputery, a jeszcze dalej pojemniki na szklo biala i kolorowe, na swietlowki, na farby i na chemikalia.
Jak zaczynamy w domu jeszcze dzielic, to sami sie gubimy co do czego.
A na ten smietnik, to sie wywozi nadmiar smieci, ktory powstaje wlasnie w przypadku porzadkow, budowy, malowania, duzego ciecia krzewow.
A normalna produkcja smieci jest rozdzielana do wlasnych pojemnikow, odbieranych co dwa tygodnie wg. planu (pojemnik niebieski na papier, pojemnik brazowy na odpady biologiczne, pojemnik szary na odpady niesegregowalne, pojemnik zolty na plastiki i metale).
Jak mam czasem zaniki pamieci :) to stoje ze smieciem i mysle, mysle, mysle.... gdzieby go tu wsadzic!

No i niestety ta cala przyjemnosc nie jest bezplatna, porzadek kosztuje!

24.08.2016

Rowerowe problemy

Rower stal sie tutaj moimi lepszymi nogami: zakupy, spotkania, proby choru, relaksik, wszystko w jednym (a wlasciwie w dwoch kolkach)!
Nabylam, droga poszukiwan w ogloszeniach, pasujaca do mnie maszyne, idealna wysokosc, szybkosc do opanowania :), z tylu ma jakas stara tabliczke z numerem, co pozwala mi szybko zidentyfikowac mojego rumaka na parkingu - tu wszystkie jednoslady sa podobne do siebie!

Proby choru mam raz w tygodniu o 20.00. Powrot o 22.00 w ciemnosciach. Rower ma lampki na dynamo. A ja nie potrafilam tego dynama wlaczyc!!! Dwa kilometry do domu, nie chcialo mi sie pchac, poratowalam sie latarka, jakos dotarlam do domu. Awantura na cztery fajerki!!! Jak to moze byc, zeby miec w domu Najglowniejszego Elektryka, a na rowerze z latarka w zebach jezdzic!
Gwoli sprawiedliwosci, to dynamo wlaczalo sie w druga strone...... :)
No to pojechalismy do sklepu, kupilismy zestaw lampka przednia, lampka tylna, na baterie, z guziczkiem do zapalania. Takie cos to ja moge obslugiwac :)
Ale, ale, nie tak szybko - Nalglowniejszy Elektryk Elektronik Dyplomowany wzial to ustrojstwo w swoje lapy, zainstalowal baterie i..... tylna nie dziala! (tu kilka niecenzuralnych slow)
No to do sklepu, wymiana zestawu z powodu nie dzialania, nowy zestaw do domu, na stol, wlozenie baterii.... tylna nie dziala! (tu baaardzo duzo niecenzuralnych slow!)
Zabralam calosc w moje rece, otworzylam, poruszalam, rozlozylam dekielki..... no i odkrylam, ze lampka tylna musi miec 4 a nie 2 baterie! Dolozylam co trzeba, poskladalam, pstryknelam guziczkiem i .... stala sie Jasnosc!!!!
No i po co Najglowniejszy cztery lata studiowal???? :)

Nastepna nocna jazda w sobote - powrot z grila - bede swiecic jak choinka: dwie lampki na dynamo, dwie na baterie, no i jeszcze latarka w zeby :)

22.08.2016

Politycznie - gromadzenie zapasow

Dlugo nie pisalam, bo.... no bo tak jakos wyszlo :)
Zmobilizowalam sie do obudzenia mojego bloga i to tak politycznie, bo od niedzieli trwa w polskich mediach dyskusja nad przeciekami z posiedzen niemieckiej obrony cywilnej i zdaniu o potrzebie zgromadzenia 10-dniowych zapasow na wypadek katastrofy lub innych przypadlosci krzysowych.
Dyskusja w Polsce, nie w Niemczech.
Co w srode tu powiedza, zobaczymy, a ja dzisiaj z samego rana ruszylam do sklepow robic te zapasy, no bo przeciez jak trza, to trza :)
Sklepy wbrew moim obawom, byly.... puste, trzy osoby plataly sie kolo bulek, dwie kolo jarzynek, a do kasy stalo z piec osob z wozkami w ktorych ledwo co na dnie bylo widac. Nikt nie wykupowal cukru, mydla, proszku i czegokolwiek.
Glupio mi bylo wyjsc bez zakupow, no bo ja w sobote juz wszystko, co potrzebne kupilam, wiec po dluzszym zastanowieniu zaladowalam do koszyka zapasy slodyczy, no bo co jak co, ale moje galaretki w cukrze i pastylki czekoladowe musze miec! Bez tego jak zyc?!

23.05.2015

Meskie wynalazki

Wlasciwie to wynalazek widziany kiedys tam, gdzies tam, chyba w jakims katalogu wysylkowym.
Ale wykonanie wynalazku przeszlo moje wszekie oczekiwania :)
A zaczelo sie tak: dostalismy zaproszenie na urodziny sasiada. Trzeba byloby sie jakos przyzwoicie odziac. Niestety w naszej szafie jakos brak eleganckich strojow, balowych sukien i smokingow. Jedyne, czym dysponujemy to jakie takie jeansy, koszulki i swetry.
Moj Najglowniejszy wyciagnal rano te "lepsze" jeansy, wciagnal na brzuch i zalosnie stwierdzil, ze nie daja sie zapiac! Na kupowanie nowych za pozno, urodziny wieczorem.
Przypomnialo mi sie, ze widzialam gdzies "rozciagacz" do spodni. Opisalam Najglowniejszemu o co chodzi i on z podrecznych narzedzi i zlomu zbudowal cos takiego:
Spodnie lekko zmoczone w pasie, rozciagane przez pare godzin (w srodku jest sruba do rozciagania), okazaly sie wieczorem duuuuuzo szersze i daly sie zapiac! Genialne! Na urodzinach mozna bylo nawet jesc i pic :)
Po paru dniach okazalo sie, ze spodnie owszem sa szersze, ale guzik nie wytrzymal tych tortur i... odpadl.
Zapasowego nie bylo, spodnie musialy byc natychmiast w uzyciu, wiec chwila namyslu, skrzyneczka ze srubkami i oto jest zapiecie!  Troche drapiace, ale jak sie nie ma co sie lubi, to sie lubi co sie ma :)

Kolorowa chusta

Badzo mi sie ta chusta spodobala, robie ja na drutach, z welny zakupionej, mecze sie strasznie, bo cala jest robiona rzedami skroconymi! Kto to zna, ten wie :)
Mam juz siedem piorek, powinno byc okolo pietnastu!
Dobor wloczek.... no moze byc, ale nastepna zrobie w innych kolorach.

21.05.2015

Tak na poczatek cos o kwiatkach

Tak dawno nie pisalam, ze nie wiem, od czego zaczac.
Moze od wiosny w ogrodku?
Ambitnie odchwaszczalam grzadki, systematycznie, jak zwykle zaczelam od ulicy (no bo co ludzie powiedza, jak beda ogladac moje zarosla), :)
Pomalutku doszlam z robota do polowy.... a tu juz od ulicy znowu chwasty rosna!
No to od nowa, szybciutko zmotyczkowalam, i robie dalej, i robie i robie.. konca nie widac!
Jak mi zostalo okolo 2m na 2m, to mi ta robota obrzydla i zostawilam jak bylo.
Troche mnie sumienie podgryza, ale znalazlam sobie ciekawsze zajecie, a chwasty niech poczekaja!
Pare zdjec, zeby bylo kolorowo:

Morela zakwitla mi pierwszy raz i zawiazala JEDEN! owocek. Dobrze, ze go sfotografowalam, bo pzyszla wichura, zawiala i .... po morelce zostalo tylko zdjecie:
Jezeli ktos nie wie jak kwitnie rozmaryn, to prosze:
Amarylis, jak wiadomo zakwita na swieta Bozego Narodzenia. A temu pomylilo sie cos w glowce, i zakwitl w maju!
Buduje sie plot.... na plocie beda sie piely roslinki.... jeszcze nie wiem jakie :)
Moj ogrodek ziolowy, w kadzi do mieszania betonu.
Plantacja miety, jak widac tez w kadzi.
Kiwi tymczasowo w kadzi, pojdzie jesienia pod plot.
A tak kwitnie kiwi, na razie paczki...
No i to by bylo na tyle :) Wkrotce sie znowu odezwe, ale najperw wyplewie reszte chwastow.... moze..... :)

25.02.2015

Przędzenie na zaproszenie

W sąsiedniej gminie nie mają swoich prządek, no to zaprosili naszą grupę, żebyśmy pokazali, wytłumaczyli, zachęcili itd :) Poczęstowali nas za to kawą i ciastem (pysznym!) i zdjęcie nam nawet do gazety zrobili!

Grupa prządek z Hauenhorst pokazuje w Heimathaus (Dom Kultury, Dom Ludowy) co potrafi

"Klub z Wettringen postarał się na środowe popołudnie o specjalną atrakcję. Zaprosił grupę prządek
z Hauenhorst, w której jest także męska frakcja w postaci Bernharda Dankbara.
Grupa pozwala na zaglądanie przez ramię podczas przędzenia na różnych kołowrotkach i chętnie służy zainteresowanym informacjami.
Przędzenie pasuje do wystawy Kołowrotek i warsztat tkacki, która prezentowana jest w Domu Kultury w Wettringen od 12. stycznia do końca marca."

25.10.2014

Czy ja mówię po niemiecku?

Czasem ktoś mnie zaskoczy tym pytaniem, na które w zasadzie powinnam odpowiedzieć, że owszem, mówię i to dość dobrze.

Ale dzisiaj przeczytałam pewną historyjkę po niemiecku i.... nie potrafię pewnego słowa powtórzyć! Mało tego, nie potrafię płynnie przeczytać!!!

Takie słówko:
Hottentottenstottertrottelmutterbeutelrattenlattengitterkofferattentäter 

A historyjka jest następująca:

Pewnego dnia, Hotentoci (Hottentotten) zatrzymują mordercę (Attentäter), oskarżonego o zabójstwo pewnej matki (Mutter) hotentockiej (Hottentottenmutter), która w dodatku jest matką miejscowego głupka i jąkały (Stottertrottel).
Taka matka po niemiecku zwie się Hottentottenstottertrottelmutter, zaś jej zabójca nazywa się Hottentottenstottertrottelmutterattentäter.
Policja schwytała mordercę i umieściła go prowizorycznie w kufrze na kangury (Beutelrattenlattengitterkoffer), lecz więźniowi udaje się uciec.
Rozpoczynają się poszukiwania.
Po chwili do wodza przybiega hotentocki wojownik krzycząc:
— Złapałem zabójcę! (Attentäter).
— Tak? Jakiego zabójcę? — pyta wódz.
Beutelrattenlattengitterkofferattentäter — odpowiada wojownik.
— Jak to? Tego zabójcę, który jest w klatce z plecionki, na kangury? — pyta hotentocki wódz.
— Tak — odpowiada tubylec — to jest ten Hottentottenstottertrottelmutterattentäter (zabójca hotentockiej matki głupka i jąkały).
— Aha! — rzecze wódz Hotentotów - trzeba było od razu mówić, że schwytałeś Hottentottenstottertrottelmutterbeutelrattenlattengitterkofferattentäter!

youtube pomaga to wymówić

Mówię czy nie mówię oto jest pytanie :)))))))

23.10.2014

Moja Germania - u lekarza

Trochę chaotycznie ukazują się moje posty, ale czasu mi troszkę brak, żeby regularnie pisać...

Poprawię się w zimie, kiedy skończą się prace na dworze, ogród zaśnie snem zimowym - no przynajmniej mam taka nadzieje :)

Dzisiaj byłam u kardiologa.
Wysłała mnie do niego lekarka rodzinna, której coś się nie podobało w EKG, które mi zrobiła.
Dala mi skierowanie, wybrałam sobie ze spisu lekarzy takiego kardiologa, żeby było łatwo dojechać i zaparkować, zadzwoniłam, żeby ustalić termin wizyty.
Miła recepcjonistka zapytała czy wolę rano, czy po południu, i wyznaczyła termin za dwa miesiące.
Nie protestowałam, bo się nic specjalnego nie działo, mogłam poczekać.
Dziś się stawiłam w gabinecie, godzinę wcześniej, przyzwyczajona w Polsce, ze trzeba sobie zająć kolejkę i czekać.
Recepcjonistka zerknęła w tabelkę i stwierdziła, że przyszłam za wcześnie. No to ja się spytałam, jak ta głupia, czy jak przyjdę za godzinę, to od razu będę przyjęta? Recepcjonistka popatrzyła na mnie jak na ufoludka i odpowiedziała "oczywiście"!
No to połaziłam po sklepach, wypiłam kawę w barze i przyszłam za godzinę.
"Proszę zdjąć kurtkę i powiesić w szatni, i proszę przejść do pokoju nr.1"
Zdjęłam, powiesiłam, poszłam, a pani już tam czekała na mnie przy komputerze.
Szczegółowy wywiad, ksero dokumentów, jakie przyniosłam i "proszę poczekać na lekarza".
Tu cie mam! - pomyślałam, teraz sobie poczekam...
Ale nie, dwie minutki i już mnie lekarz prosił do gabinetu. Jeszcze raz wywiad ustny, analiza moich dokumentów, które miał już u siebie na monitorze, i "proszę na usg serca".
Pokój dalej, 15 minut trwało usg, wyszło że wszystko w porządku, czyli serce mam! Ulga :)
I znowu -"proszę poczekać w poczekalni". Znowu 5 minut czekania i zaproszenie na EKG wysiłkowe.
Tu mi dopiero inna pani dowaliła - na rowerek i w góry!!! Sądząc po moim braku tchu, w pocie czoła wygrywałam Wyścig Pokoju! Albo wjazd na Giewont :)
Troskliwie dopytywała się co chwile, czy mi nic nie jest? Nic mi nie było, pomijając to, że rowerek był obrzydliwie niewygodny (siodełko), obtarłam sobie to i owo, kierownica była za nisko, ale darowałam sobie uwagi, zważając na jednak bardzo szybką i miłą obsługę :)
W końcu stwierdziłam, że dalej nie jadę, mam dość! Pani pewnie pomyślała, ze zaraz zawału dostanę i wyłączyła narzędzie tortur.
No i od razu do gabinetu lekarza, który miał już znowu wszystko w komputerze.
Stwierdził, ze serce mam jak dzwon, nic mi nie jest i nie będzie (w najbliższej przyszłości), że mam schudnąć (coś takiego!, jak on tak mógł!), że mam się więcej ruszać (niech się sam rusza!) i że mam już na kontrole się nie pokazywać :)

No to podziękowałam pięknie i poszłam sobie.
Cala wizyta z szykanami trwała godzinę i 15 minut!

Zaznaczam, ze to nie była wizyta prywatna, tylko zwyczajna z kasy chorych (czyli po polsku na NFZ). Szok!

11.10.2014

Uprzędziona biała owca i co dalej?

Ciąg dalszy przędzenia białej owcy (tu pisałam o początkach) (i tu też):


Uprzędłam 60 dkg, co oznacza, ze odpadło 50 procent brudu, słomy itd, itp :)

Wełenka wyszła całkiem przyzwoita, ale gryząca, co oznacza, że nadaje się na przykład na kamizelkę.
Biała kamizelka byłaby niepraktyczna, wiec zdecydowałam się użyć do niej dodatkowo wełny szarej (z owcy pomorskiej), ciemnoszarej (z owcy gotlandzkiej -tu pisałam-) no i powyższej białej.
Jak się już zdecydowałam na wzorek, to się okazało, że białej użyję najmniej!
No cóż, coś tam jeszcze później z reszty białej wymyślę :)

A początki kamizelki są takie:


Jak to ze slonecznikami bylo...

Wiosną kupiłam nasiona słoneczników, trzy rodzaje: ozdobne, zwykłe i giganty. Wsiałam w maju na grządkę nie przygotowaną, piaszczystą, po prostu na ugór :)
i długo czekałam na wykiełkowanie.
Wreszcie 9. czerwca ruszyły!
Po trzech tygodniach już było je dobrze widać...
Na początku sierpnia było już na co popatrzeć :)
 
A tu początek września:
 
Mierzenie dwumetrową miarką:
 Ze trzy metry chyba mają?

Już zaczynają zwieszać główki, co oznacza że niedługo dojrzeją i szykuje się niezły nalot sikorek! :)
Ciekawe, czy sąsiadka zza płota nie będzie miała pretensji, że śmieci lecą do jej ogródka :(

No i takie wyrosly!

01.09.2014

Mam braciszka :)

W Walentynki się "zainfekowałam",a trzy dni temu przywiozłam go do domu.
Jest nowiutki, śliczny, wszystkorobiący, aż się go troszkę boje!

W sklepie-warsztacie siadłam już po raz drugi z bardzo miłą panią, zadałam trylion pytań, uzyskałam dwa tryliony odpowiedzi, no i sama spróbowałam, czy TA maszyna jest taka fajna.
Żeby mi nikt "nie ściemniał", że oczywiście robi to, oczywiście szyje tamto, zabrałam ze sobą obcięty koniec nogawki grubych jeansów i cieniutką zasłonkę.
Przeszyła obie próbki bez zająknięcia.
Poczytałam sobie instrukcję, dostałam ekstra stolik przedłużający i stopkę do pikowania, zapłaciłam horrendalną cenę i wsadziłam braciszka do samochodu.
W domu, z pewną taką nieśmiałością :),  zasiadłam do samodzielnych prób szycia, przyznam się, że ręce mi się troszkę trzęsły, jak ja (go) uruchamiałam.
Potem po raz dziesiąty przestudiowałam instrukcję, zmieniłam iglę, zmieniłam nici górne i szpuleczkę dolną i wypróbowałam kilka ściegów ozdobnych:


Dzisiaj uszyłam już kilka bardzo przydatnych rzeczy, ale o tym potem.

Maszyna robi cudowne dla mnie czynności:
- nawleka igłę
- obcina nici po szyciu
- podnosi i opuszcza igłę na jeden klik guziczka
- szyje też bez użycia pedała
- ma hebel kolanowy do podnoszenia stopki (cudne przy pikowaniu)
- piszczy, jak ja chcę coś głupiego zrobić! :)
- szyje piękne dziurki na guziki
Na razie tyle, bo jeszcze wszystkiego nie spróbowałam.
Kupiłam Brothera dlatego, że przedstawiciel ma sklep i warsztat w naszej wsi, że jak mam jakieś pytanie, to wsiadam na rower i za pięć minut mam odpowiedź.
No i na spotkaniu patchworkowym żadna z dziewczyn nie miała do tego modelu zastrzeżeń.
Oby mi się (nam się) dobrze razem żyło (szyło) !!!

22.08.2014

Domek pod tęczami

Dzisiaj wieczorem na niebie nad naszym domem pojawiła się tęcza - po deszczu wyszło słońce i tak sobie zaświeciła.
Ale żeby było ciekawiej, to to były dwie tęcze!
Od dzisiaj będę mój domek nazywać: "Domek pod tęczami" :)
Poniżej dowód, że to prawda:



 Złączyłam te trzy zdjęcia razem, żeby było widać jaka jest piękna, olbrzymia, kolorowa!


Tu trochę przerysowałam kolory, ale ta tęcza po prostu płonęła na niebie!


Podobne posty

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...